Wiedźmin – 10 lat minęło jak jeden dzień

1
thewitcher1920x1080_1

Na pewno każdy z nas pamięta grę, która kiedyś wywarła na nim olbrzymie wrażenie, miło ją wspomina i lubi wracać do świata w niej przedstawionego. Osobiście pamiętam czasy, kiedy jako nastolatek zakochałem się w pierwszej produkcji CD Projekt RED – Wiedźminie, a z racji tego, że pierwsza część komputerowej gry Wiedźmin kończy w tym roku 10 lat warto przypomnieć sobie za co społeczność graczy ją kocha, a za co nienawidzi.

Wiedźmin to postać, której graczom z całego świata raczej nie muszę przedstawiać. Białowłosy zabójca potworów okazał się dziełem tak popularnym, że powstały o nim 3 fabularne gry video, które bardzo szybko zaskarbiły sobie uznanie fanów dorosłych erpegów.

Grafika nie jest najważniejsza

Niestety wielbiciele pięknej, nie rażącej w oczy grafiki nie mogli w 2007 roku oczekiwać wiele po pierwszym Wiedźminie. Twórcy zastosowali zmodyfikowany silnik graficzny studia Bioware znany z Neverwinter Nights (2002) – Aurora Engine. Postacie wypadły wyjątkowo sztywno, sposób ich poruszania się jak również głównego bohatera czasami pozostawiał wiele do życzenia, a mimika twarzy była zdecydowanie nienaturalna. Mimo przestarzałej technologii można się pokusić o stwierdzenie, że twórcy wycisnęli z Aurory wszystkie soki. Na pochwałę zasługują zdecydowanie lokację, które zostały wykonane w sposób jak najbardziej klimatyczny, oddające mrok oraz tajemniczość danego miejsca. Fakt, to nie jest palący karty graficzne Crysis, który swoją premierę miał miesiąc później, ale nie należy zapominać o tym, że autorzy nie dysponowali aż tak wielkim budżetem na stworzenie gry jakim mogą pochwalić się na dzień obecny. Jak już wyżej wspomniałem nie da się wiedźminowi zarzucić braku klimatycznych lokacji. Wieś, w której grasuje bestia, biedna, pełna brudu dzielnica miasta, bagna czy moja ulubiona wioska Odmęty to tylko niektóre z i tak większości świetnie wykonanych miejsc. Pomimo lat niektóre miejsca dalej zachwycają pomysłem na nie. Do tego dochodzi cykl dnia i nocy, gdzie w nocy lokacje nieraz wyglądają jeszcze lepiej. W tle przygrywa charakterystyczna muzyka a nasz Geralt czasami skomentuje niektóre miejscówki na swój pełen ironii sposób. Widać, że twórcy ewidentnie inspirowali się wyglądem polskiej wsi, którą po prostu czuć.

Fabuła, fabuła, fabuła

Nie da się ukryć, że fabuła w pierwszym wiedźminie gra pierwsze skrzypce. Motyw zemsty na tajemniczej organizacji pod nazwą salamandra został nieraz poprowadzony w ciekawy sposób. Główny bohater – Geralt z Rivii wskutek pewnego incydentu traci pamięć, zostaje znaleziony w lesie przez innych wiedźminów i trafia do twierdzy Kaer Morhen. Niedługo po tym zamek atakują bandyci a wiedźmińskie tajemnice zostają skradzione. Nasz żądny zemsty bohater wyrusza w celu zdobycia informacji o magu Azarze Javedzie oraz grupie którą zarządza. Szybko jednak dowiaduje się, że intryga ta jest o wiele większa niż każdemu mogło się zdawać i jak zwykle wplątana jest w nią władza. Ciekawie został wykonany motyw śledztwa. Wiedźmin przy pomocy lokalnego detektywa prowadzi śledztwo w celu weryfikacji najważniejszych osób w mieście. Na prostym przesłuchaniu się nie kończy, nie raz będziemy musieli udowodnić, że ktoś jest niewinny albo zostaniemy wplątani w różne ciekawe sytuacje a nawet poprowadzimy sekcję zwłok. Oczywiście na wzór tradycyjnego erpega nie mogło zabraknąć wyborów moralnych. Geralt będzie stał przed wyborem jednej z dwóch stron dziejącego się w tle konfliktu lub może pozostał neutralny. To, co wybierzemy będzie miało znaczenie na dalszą rozgrywkę i faktycznie różnice są widoczne, ale wszystko i tak prowadzi nas do tego samego zakończenia. Czym by był wiedźmin bez ciekawych charakterów. Na swojej drodze nasz wojownik spotka całą gamę barwnych postaci z własną historią i motywami działania. Nie zabraknie również starych znajomych Geralta, którzy będą obecni w późniejszych częściach gry.

Mechanicznie nie idealnie

Jak to bywa w grach RPG rozwój postaci jest bardzo ważny. Oczywiście i tutaj znalazł on swoje miejsce. Za zdobywane punkty doświadczenia awansujemy na wyższe poziomy otrzymując jednocześnie punkty rozwoju naszej postaci które możemy spożytkować na różne umiejętności z kategorii takich jak siła, wytrzymałość, moc znaków magicznych oraz co bardzo ważne, walka mieczem. Jeśli chodzi o samą walkę bronią białą to trzeba przyznać że wypadła wyjątkowo sztywno i schematycznie. Do dyspozycji mamy 3 style walki: Silny, szybki i grupowy. Wyprowadzenie ataku sprowadza się do jednego kliknięcia kursorem myszki w odpowiednim momencie tak, aby Geralt wykonał mniej lub bardziej złożoną sekwencję ciosów. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest to najsłabsza część gry. Co innego można za to powiedzieć o potyczkach z bossami. Każdy większy przeciwnik charakteryzuje się nie tylko wyglądem, ale także innym zestawem ciosów i co najważniejsze czasami trzeba pokonać go innym sposobem niż zwykłe machanie mieczem. Jako przykład niech posłuży golem w drugim akcie, którego musimy pokonać siłą żywiołów podczas wcześniej rozpętanej burzy czy wielka kikimora pod koniec aktu trzeciego, na którą musimy zawalić całą jaskinię.

Starzeje się jak wino

Lata mijają a ja dalej mogę stwierdzić że pierwsza odsłona komputerowej gry wiedźmin jest jednym z najlepszym gier rpg w jakie grałem. Co prawda na grafice odcisnął się ząb czasu, ale pod prawie każdym innym względem gra trzyma swój wysoki poziom i po prostu bawi do dziś. Barwne postacie, ciekawe zadania oraz świat przedstawiony sprawia, że słynny zabójca potworów mimo swoich lat na karku broni się dzisiaj co najmniej bardzo dobrze.

  • Ca

    Bez żartów, co do grafiki, to w 2007 roku Wiedźmin był piękną grą pod względem grafiki. Jedną z najładniejszych. Jasne, ze pewnie znalazłby się jakieś jeszcze ładniejsze, ale ile tych jeszcze ładniejszych w 2007 roku było? Można by je policzyć na palcach jednej ręki i wszystkie chyba z zupełnie innych gatunków.
    Zresztą nawet dzisiaj pierwszy Wiedźmin wygląda całkiem całkiem. Grafika nie ‚zestarzała’ się aż tak bardzo i można by spokojnie grać bez konieczności graficznego remastera tej gry albo jakichś modów poprawiających grafikę.

    Co by o pierwszym Wiedźminie nie mówić to nie da się ukryć, że ta część jest chyba zdecydowanie najlepszą z całej wiedźmińskiej trylogii pod względem klimatu i muzyki – mroczne, słowiańskie, brudne średniowiecze. Realistyczne i mające w sobie ‚to coś’, przemierzając ulice Wyzimy ma się wrażenie jakby się przemierzało ulice prawdziwego średniowiecznego miasta, a nie tylko miasta w komputerowej gry fantasy.
    W Wiedźminie 2 i Wiedźminie 3 twórcy trochę za bardzo poszli w strone kolorowego hight fantasy i klimat jest już całkiem inny. Nadal bardzo dobry, ale to już nie to samo. Nie czuje się ‚tego czegoś’.
    No i muzyka w pierwszym Wiedźminie jest najlepszą ze wszystkich trzech części co dodatkowo potęguje klimat.

    Wiedźmin 2 i Wiedźmin 3 mają ulepszone (nawet bardzo) praktycznie wszystko, za wyjątkiem właśnie klimatu i muzyki. Pod względem klimatu i muzyki pierwszy Wiedźmin jest według mnie najwspanialszy.

    Osobiście podobał mi się też bardzo system walki z Wiedźminie 1, ale tutaj już zdania są podzielone, jedyni go chwalą, inni krytykują, kwestia gustu. Mnie podobał się dlatego, ze walka wglądała sensownie, jako tako realistycznie (a nie jak w W2 i W3 gdzie walka składa się z trochę głupiego robienia non stop salt i przewrotów, co raz, że głupio wygląda, a dwa, ze w realu nawet ktoś tak szybki jak Wiedźmin podczas robienia takiego salta czy przewrotu dostałby mieczem w plecy i by się skończyła zabawa) a także dlatego, że czuć było siłę i moc ciosów gdy obserwowało się krwawe rany pojawiające się na wrogach po cięciach Geraltowego miecza. W W2 i W3 już się tego tak nie odczuwa.

    Pierwszy Wiedźmin to jedna z moich naulubieńszych gier. Przeszedłem tę grę trzy razy (żadnej innej gry singleplayer aż tyle razy nie przechodziłem) + grałem w kilkanaście przygód dodatkowych (dwie oficjalne i sporo fanowskich), a po wszystkim gra wciąż mnie nie znużyła, tak bardzo wciągał ten klimat. No ale brakowało nowego contentu, a ileż można klepać to samo. Tak czy siak spędziłem z tą grą wiele wspaniałych godzin. I chociaż mechanika i tym podobne sprawy są już bardzo przestarzałe jak na dzisiejsze czasy i standardy i mogą się nie podobać, to uważam, że mimo wszystko warto zagrać właśnie dla tego niesamowitego klimatu i muzyki. No i fabuła też była dobra, również warto ją poznać. Ta gra to prawdziwy klasyk, który można stawiać obok Morrowinda, Gothica, a nawet legendarnego Plancescape Torementa i Baldurs Gate.